wakacje w USA

22.06 - 21.08... dwa miesiace wakacji spedzone w USA. postaram sie tu dzielic wrazeniami i zdjeciami. niestety nie wiem jak bedzie wygladala sprawa komputera i internetu, a jest to rzecz niezbedna... zobaczymy.

Thursday, June 23, 2005

wreszcie... ciezko jest tu z komputerami i wogole.. cos kiepsko widze moje pisanie tutaj :/... dzisiaj po 2 godzinach szukania znalazlem wreszcie kafejke, ale jest dosc daleko ode mnie.. aczkolwiek wykupilem sobie juz karnet wiec pare razy jeszcze na pewno bede... chcialbym naprawde duzo napisac, ale nie dam rady teraz.. ogolnie zmeczony jestem.. ale pare szybkich slow:

Lot byl udany.. poza tym, ze samolot z Warszawy mial 50minut spoznienia... a z Londynu do NY 3godziny spoznienia (czyli na lotnisku w Londynie siedzialem 9 godzin :/...) to bylo super... naprawde wywarl na mnie wrazenie, zwlaszcza ten drugi... kazdy przy siedzeniu mial monitor, panel do sterownia i w sumie 18 programow TV (na ktorych lecialy newsy i nowiutkie filmy prosto z kin), 16 stacji radio i mape, na ktorej byl pokazany lot i miejsce gdzie sie znajdujemy.. od razu po starcie stewardesa przyniosla mi 2 puszki piwka..pozniej jeszcze wino.. cieply posilek.. deser.. picie.. ogolnie, bylem w szoku.. acha, no i na dzien dobry kazdy dostawal kilka paczek (m.in. koc, poduszke, sluchawki (do tv i radia), opaske na oczy, skarpetki!, szczoteczke i paste do zebow)... normalnie... bajerka ;). dobra, nie bede wiecej tracil czasu na takie opisy, bo tego czasu nie mam, a poza tym na zywo wszystko lepiej poopowiadac ;)... aaa, jeszcze co do takich ciekawszych faktow z lotu... samolot lecial srednio na wysokosci 11km, predkosc ok. 800km... z W-wy do Londynu temperatura za oknem wynosila -55 stopni C... z Londynu do Nowego Jorku nie wiem, bo nie wyswietlali tak dokladnych informacji, ale pewnie jeszcze nizsza, bo chyba nad Grenlandia przelatywalismy... no i to chyba tyle... ogolnie spodobalo mi sie latanie ;)

jeszcze tak w skrocie o NY... za duzo jeszcze nie zobaczylem.. bylem dzisiaj nad oceanem, w sumie calkiem przyjemnie, ale wiatr spory.. a poza tym szukalem 2 godziny kafejki, hehe... powiedziano mi ze jest na 8av... ja mieszkam na 53st... wiec spory kawalek mialem do przejscia.. 8av to dzielnica chinczykow.. i normalnie sami 'skosnoocy' i szyldy tez wszystkie po chinsku... wiec pewnie minalem pare kafejek nawet o tym nie wiedzac :P... ale w sumie nic specjalnego...

z takich rzeczy ktore mi sie rzucily w oczy to komunikacja swietlna, ktorej nikt nie przestrzega :P.. juz tez sie nauczylem jak do tego sie stosowac... ludzie w ogole nie patrza czy pali sie zielone czy czerwone swiatlo tylko przechodza sobie, hehs... a przed chwila to w ogole rekord zostal pobity... przed swiatlami staly 3 radiowozy pelne policjantow, ktorzy sobie w najlepsze zajadali chinszczyzne, a koles normalnie przed nimi na czerwonym swietle przeszedl :P... oczywiscie zadnemu gliniarzowi sie nie chcialo dupy ruszyc :P..

no i co tu jeszcze... jutro z rana jade na Manhatan.. moze to na mnie wieksze wrazenie wywrze... chcialbym jakies zdjecia powrzucac, ale nie udalo mi sie dzisiaj aparatu kupic...moze jutro.. przynajmniej bede sie staral, aczkolwiek zapowiada sie napiety dzien... zobaczymy.. a tymczasem uciekam, bo jeszcze mail czeka do napisania ;). a pozniej powrot spory kawal juz ciemnym Brooklynem do domu.. ciekawe czy mnie zadne chinczyki nie zgwalca :P...

0 Comments:

Post a Comment

<< Home