wakacje w USA

22.06 - 21.08... dwa miesiace wakacji spedzone w USA. postaram sie tu dzielic wrazeniami i zdjeciami. niestety nie wiem jak bedzie wygladala sprawa komputera i internetu, a jest to rzecz niezbedna... zobaczymy.

Sunday, June 26, 2005


ech... miec taka maszyne ;) Posted by Hello


and next... Posted by Hello


i dalej... ludzi to jest tam chyba wiecej niz w ciagu dnia... zycie rozpoczyna sie okolo 22-23...  Posted by Hello


Broadway noca.... robi wrazenie... Posted by Hello

Saturday, June 25, 2005

no to by bylo na tyle.. pierwsza porcja zdjec... w sumie nie wiem ile ich wrzucac, bo nie chce zanudzac, a robie w sumie sporo ;)... w kazdym badz razie znalazlem duzo lepszy dostep do komputera (sasiadka ;)) wiec mam nadzieje, ze bede czescie mogl kontaktowac sie ze swiatem ;). ogolnie ok. a teraz musze konczyc, bo sasiedzi wychodza.


albo moze jeszcze... tutaj mieszkam ;). 53st na Brooklynie  Posted by Hello


i na zakonczenie.. ladny most ;) Posted by Hello


Wall Street... bank przy banku... ;) Posted by Hello


Statua wolnosci... bardzo w tyle ;) Posted by Hello


i ladna panorama NYC z wybrzeza Manhatanu...  Posted by Hello


i ostatnie... taka dziure zostawily po sobie te najbardziej rozpoznawalne budynki swiata... (zdjec WTC mam wiecej, ale nie ma sensu wszystkiego teraz wrzucac...) Posted by Hello


ciag dalszy WTC... za tym plotem byly do niedawna ruiny... Posted by Hello


hem... tak wlasnie... tam staly wieze World Trade Center... nie jest to zwykle miejsce... ogladajac to co zostalo z tych drapaczy... cos we mnie drgnelo...  Posted by Hello


mmm...  Posted by Hello


Ha! Udalo sie kupic aparat :D . I dokonalem tego w sklepie przed ktorym stoje ;).  Posted by Hello

Friday, June 24, 2005

hmm... w sumie nie mam za bardzo weny do pisania czegokolwiek... drogi jest tu internet :/... poza tym nie mam sil po dniu dzisiejszym i wkurzony jestem, bo nie znalazlem "mojego" aparatu w zadnym sklepie :(... bede sie staral jutro z rana jeszcze gdzies skoczyc...

ogolne wrazenia... w zasadzie bylo tylko pierwsze wrazenie... Time Square... wyjscie z podziemi metra wprost na gigantyczne drapacze chmur... i pozniej krazenie wsrod nich... Rockeffeller Center... ogrom reklam... na budynkach olbrzymie telebimy... nawet byl jeden budynek gdzie cala sciana byla telbimem... wszedzie mnostwo migajacych rzeczy... zolte taksowki... limuzyny... ludzie, ktorzy na swiatla w ogole sie nie patrza i przechodza przez ulice jak wygodniej (tez juz sie tego nauczylem :P)... ale ogolnie nie czuje tego czego sie spodziewalem... miasto jak miasto... nic specjalnego... hmm... a moze sie myle... w sumie wyroznia sie sposrod innych miast ktore znam latwoscia poruszania sie po nim... tu sie chyba nie da zgubic!... po Brooklynie juz sie poruszam bez mapy, bo rozklad ulic jest tak prosty, ze prostszy byc nie moze... slyszac pierwszy raz o jakiejs ulicy od razu wiesz gdzie ona jest... metro tez jest swietnie zorganizowane (nie liczac tego, ze strasznie zaniedbane :/)... wszedzie bez problemu sie trafi... dzisiaj juz kupilem sobie tygodniowy bilet, wiec moge do woli jezdzic wszystkimi liniami ;)...

to takie pierwsze wrazenia... moze dlatego ze bylem zmeczony i myslami krazylem zupelnie gdzie indziej... zobaczymy co przyniosa najblizsze dni... chwilowo bede uciekal, bo jeszcze pare rzeczy musze w necie zrobic, a czas goni... tak wiec pozdrawiam ;)

pozdrowienia z Manhatanu ;)...

narazie jeszcze za duzo nie zobaczylem, wiec nie mam o czym pisac, a poza tym wreszcie mam Gadu-Gadu (nie wiadomo kiedy to sie powtorzy), wiec musze sie nagadac ;).... dlatego tez uciekam dalej rozmawiac ;). uuu... i piwko mi sie skonczylo :( :P.

Thursday, June 23, 2005

wreszcie... ciezko jest tu z komputerami i wogole.. cos kiepsko widze moje pisanie tutaj :/... dzisiaj po 2 godzinach szukania znalazlem wreszcie kafejke, ale jest dosc daleko ode mnie.. aczkolwiek wykupilem sobie juz karnet wiec pare razy jeszcze na pewno bede... chcialbym naprawde duzo napisac, ale nie dam rady teraz.. ogolnie zmeczony jestem.. ale pare szybkich slow:

Lot byl udany.. poza tym, ze samolot z Warszawy mial 50minut spoznienia... a z Londynu do NY 3godziny spoznienia (czyli na lotnisku w Londynie siedzialem 9 godzin :/...) to bylo super... naprawde wywarl na mnie wrazenie, zwlaszcza ten drugi... kazdy przy siedzeniu mial monitor, panel do sterownia i w sumie 18 programow TV (na ktorych lecialy newsy i nowiutkie filmy prosto z kin), 16 stacji radio i mape, na ktorej byl pokazany lot i miejsce gdzie sie znajdujemy.. od razu po starcie stewardesa przyniosla mi 2 puszki piwka..pozniej jeszcze wino.. cieply posilek.. deser.. picie.. ogolnie, bylem w szoku.. acha, no i na dzien dobry kazdy dostawal kilka paczek (m.in. koc, poduszke, sluchawki (do tv i radia), opaske na oczy, skarpetki!, szczoteczke i paste do zebow)... normalnie... bajerka ;). dobra, nie bede wiecej tracil czasu na takie opisy, bo tego czasu nie mam, a poza tym na zywo wszystko lepiej poopowiadac ;)... aaa, jeszcze co do takich ciekawszych faktow z lotu... samolot lecial srednio na wysokosci 11km, predkosc ok. 800km... z W-wy do Londynu temperatura za oknem wynosila -55 stopni C... z Londynu do Nowego Jorku nie wiem, bo nie wyswietlali tak dokladnych informacji, ale pewnie jeszcze nizsza, bo chyba nad Grenlandia przelatywalismy... no i to chyba tyle... ogolnie spodobalo mi sie latanie ;)

jeszcze tak w skrocie o NY... za duzo jeszcze nie zobaczylem.. bylem dzisiaj nad oceanem, w sumie calkiem przyjemnie, ale wiatr spory.. a poza tym szukalem 2 godziny kafejki, hehe... powiedziano mi ze jest na 8av... ja mieszkam na 53st... wiec spory kawalek mialem do przejscia.. 8av to dzielnica chinczykow.. i normalnie sami 'skosnoocy' i szyldy tez wszystkie po chinsku... wiec pewnie minalem pare kafejek nawet o tym nie wiedzac :P... ale w sumie nic specjalnego...

z takich rzeczy ktore mi sie rzucily w oczy to komunikacja swietlna, ktorej nikt nie przestrzega :P.. juz tez sie nauczylem jak do tego sie stosowac... ludzie w ogole nie patrza czy pali sie zielone czy czerwone swiatlo tylko przechodza sobie, hehs... a przed chwila to w ogole rekord zostal pobity... przed swiatlami staly 3 radiowozy pelne policjantow, ktorzy sobie w najlepsze zajadali chinszczyzne, a koles normalnie przed nimi na czerwonym swietle przeszedl :P... oczywiscie zadnemu gliniarzowi sie nie chcialo dupy ruszyc :P..

no i co tu jeszcze... jutro z rana jade na Manhatan.. moze to na mnie wieksze wrazenie wywrze... chcialbym jakies zdjecia powrzucac, ale nie udalo mi sie dzisiaj aparatu kupic...moze jutro.. przynajmniej bede sie staral, aczkolwiek zapowiada sie napiety dzien... zobaczymy.. a tymczasem uciekam, bo jeszcze mail czeka do napisania ;). a pozniej powrot spory kawal juz ciemnym Brooklynem do domu.. ciekawe czy mnie zadne chinczyki nie zgwalca :P...

Wednesday, June 22, 2005

Ogolnie to jestem wlasnie na lotnisku w Londynie... niestety internet tak drogi, ze mam jeszcze 3 minuty, wiec sie zbytnio nie rozpisze... lot byl bardzo ok, wrazenie wywarl duze... lotnisko tutaj sprawia wprawia rowniez w podziw... nie ma zadnego porownania z Warszawa.. to jest po prostu sporych rozmiarow miasteczko z wlasna komunikacja i ogolnie.. bajerka ;)...
za 4 godziny samolot do USA.. mam nadzieje, ze tam bedzie lepszy dostep do neta to sie bardziej rozpisze, a tymczasem pozdrawiam :).

Monday, June 20, 2005

Ogolny plan podrozy...

22.06
--> sroda... dzien trwajacy (dla mnie) nie jak kazdy --> 24h, a --> 30h. hmm...

PKP:
godz:
4:28. pociag z Pobiedzisk
5:02. Poznan
5.40. express z Poznania
9.05. Warszawa Centralna

British Airways:
godz:
12:25. samolot do Londynu
14:00. Londyn
20:00. samolot do New York
22.30. Nowy Jork


21.08.2005 (?).... powrot ?
godz:
19:00. samolot z Nowego Jorku do Londynu
06:55. Londyn
13:20. samolot do Warszawy
16:46. Warszawa